„Czy sprzedaje Pan tu kiełbasę?” – Czyli o projektowaniu „skoncentrowanym na usługodawcy” słów kilka

Usługi z zakresu projektowania user experience przeważnie uchodzą za czasochłonne i stosunkowo drogie. Z tego względu praktycznie nie stosuje się ich w budżetowych projektach. Wydaje się jednak, że sprawa nie rozbija się tylko pieniądze…

Jakiś czas temu zgłosił się do mnie klient z prośbą wykonania standardowej strony firmowej dla swojego zakładu mięsnego. Jak na tak nieskomplikowany projekt przygotował całkiem sensowy i konkretny brief, na podstawie którego zadaną pracę można by wykonać w zasadzie w kilka – kilkanaście godzin. Mimo tego, ambitnie postanowiłem podrążyć temat i zaproponować kilka rozwiązań, które w zamierzaniu miały nie tylko połaskotać i dopieścić mojego klienta, ale wpłynąć na pozytywne doświadczenie potencjalnego użytkownika jego serwisu. Efekty tego zabiegu można by spowić zasłoną milczenia, nie mniej postanowiłem podzielić się z Wami tą dość smutną historią, trochę ku przestrodze, trochę ku refleksji.

Będę się streszczał. W końcu czas to pieniądz – z tego samego założenia wyszedł mój klient, któremu zależało na „solidnym i szybkim wykonaniu projektu” (między wierszami również „tanio”, ale to inna rozmowa). Wizja klienta: statyczna strona główna kilka zakładek „o firmie”, „wyroby”, „kontakt” – do tego „może jakaś galeria” (cyt. oryginalny). Na wstępie zachęcałem do pewnej radykalnej zmiany podejścia – bynajmniej nie w kwestii formy (wszak w wypadku tego typu branży i tak małego projektu trudno o jakąś szczególną ekwilibrystykę), ale w kwestii samej materii, a konkretniej w sposobie prezentacji treści. Dlaczego?

Najkrócej mówiąc, mój klient przedstawił „projekt skoncentrowany na usługodawcy”. Nie sądzę bowiem by potencjalny użytkownik – smakosz wyrobów mięsnych – chciał czytać na stronie głównej o tym, ile linii produkcyjnych posiada zakład oraz ile kilogramów mięsa jest w stanie wyprodukować w ciągu 24 godzin. Nie specjalnie obchodziłby go również technologie produkcyjne, opisane branżowym, technicznym językiem. Może są to cenne informacje B2B, ale w końcu kto jest potencjalnym mówiąc brzydko głównym „targetem” takiego weba? W obliczu „trudnych negocjacji” dokładnie takie samo pytanie zadałem mojemu klientowi. Wytłumaczyłem mu również bardzo uprzejmie, że moim zdaniem jego klient nie konsumuje taśm produkcyjnych, czy nawet 20 letniej tradycji zakładu, tylko realne, pięknie pachnące, naturalne wędliny i to właśnie tych produktów klient powinien przede wszystkim „doświadczać” podczas wizyty na jego stronie internetowej, a co za tym idzie cała jej funkcjonalność winna być podporządkowana właśnie temu jednemu celowi. Jego odpowiedź była dość pokrętna, a później no cóż – kontakt niespodziewanie się urwał, co jest poniekąd niedolą freelancerskiej branży. Tym razem jednak uwierzcie – nie poszło o pieniądze.

kielbasa

Oczywiście nie prowadzę tego smutnego wywodu po to, aby się wyżalić. Mleko nie po raz pierwszy się rozlało. Owo doświadczenie pozostawiło mnie jednak z dość istotnym pytaniem, czy warto porywać się z motyką na słońce? Chcąc projektować małe, nowoczesne strony internetowe nie tylko trzeba zmierzyć się z wyższymi nakładami pracy (resposnywność, wysokiej jakości estetyka etc…), ale (nie)świadomością klientów, którzy są uparci i zawsze „wiedzą lepiej”. Może przesadą byłoby przenoszenie tego zagadnienia na poziom etyczny i pytać, czy powinniśmy (abstrahując od ceny) sprzedawać naszym klientom g*wno, nawet jeśli sami tego chcą? Pompatycznie rzecz ujmując sądzę, że to historia nas rozliczy i jeśli mamy okazję zmierzyć się z „budżetówkami”, również i tutaj powinniśmy trzymać się – o ile to możliwe – pewnych obowiązujących standardów. Kwestią sporną są tylko właściwe proporcje „siły” do „zamiarów”. Ja najpewniej przeholowałem.

Tak zupełnie przy okazji: coraz bardziej przekonuję się do tezy, że era klasycznych „stron wizytówek” zmierza powoli do lamusa. Nawet te najmniejsze strony z ulotek firmowych zaczną wcześniej czy później przepoczwarzać się w mikro aplikacje angażujące użytkownika. Oby tylko świadomość naszych klientów zmieniała się tak szybko jak technologia i projektowe standardy.

Jestem projektantem stron www i fascynatem tematyki User Experience. W swojej pracy inspiruję się dziedzinami takimi jak antropologia, filozofia, psychologia, semiologia. Przy tym życiową praktykę i mierzalną użyteczność zawsze przedkładam nad książkową teorię. Największą inspiracją jest dla mnie obserwacja ludzkich zachowań w procesie interakcji z produktami cyfrowymi.

Site Footer

Sliding Sidebar

Facebook